wtorek, 28 września 2010
37. real Berlin Marathon, 26.09.2010
Berlin, Berlin i po Berlinie, kolejny maraton, z tego co się orientuję 15, w nogach. Jak było? Mokro, zimno, ale fajnie, mocno, satysfakcjonująco (prawie) i luźno oczywiście z atrakcjami, bo jakby nie inaczej, ale zacznijmy od początku.
Plan na samym początku był prosty, rozmienić 2:30, ale Ci którzy mnie znają, wiedzieli, że nie czułem się na tyle i obstawiałem wynik między 2:31 a 2:32, na tyle było mnie stać i tyle wychodziło z ostatnich treningów. Ja tak mam, że przy pewnych akcentach bieganych bardzo mocno, wiem na ile mnie stać zarówno w połówce, jak i w maratonie, jednakże 2:33:48 to nie 2:31. Co się stało...? Wiele zewnętrznych czynników miało na to wpływ. Wiadomo, najważniejsze przed maratonem to regeneracja, sen, odpoczynek i spokój... niestety pewne osobiste sprawy sprawiły, że tego zabrakło. Niespodziewanie wyskoczyła nieprzespana noc, kilka lekko pozarywanych, sporo km i czasu za kółkiem i brak spokoju w głowie, która była zaprzątnięta innymi, ważniejszymi sprawami, cóż, życie... Ostatni trening zrobiłem więc w środę, spokojne BNP 8km, gdzie zacząłem po 4'30 a kończyłem po 3'45/km i miałem mega luz. Planowałem jeszcze potruchtać w piątek, ale nie wyszło.
Do Berlina wyjechaliśmy w sobotę rano. Sylwuś, Piotrek z bratem Pawłem, Iwona i ja. Podróż przebiegała spokojnie, bezstresowo w sympatycznym nastroju. Żadnego stresu i spinania się, totalny luz. Kilka godzin po nas miał wystartować Krzysiek, z którym mieliśmy się spotkać na miejscu, w biurze zawodów. Dojechaliśmy na miejsce, odebraliśmy numery, pochodziliśmy po expo i czekaliśmy na Krzyśka, który stał w gigantycznym korku. Po 17 Krzychu dalej stał w korku, bez perspektywy szybkiego wyjścia a biuro było czynne do 18, więc poszedłem i pogadałem z obsługą, czy jest opcja odbioru numeru przeze mnie. Pan w biurze spisał mnie z "ID" i udało się odebrać pakiet za Krzyśka :) było przed 18, więc udaliśmy się do hotelu, oczywiście w korku, bo jakżeby inaczej. Krzychu czekał na nas przy hotelu, który był... zamknięty a na szybie wisiały jakieś kartki :) w języku niemieckim oczywiście. Na kartce był numer telefonu, więc Paweł zadzwonił i okazało się, że hotel został zamknięty przez policję... extra :) nie mieliśmy gdzie spać. Zadzwoniłem do Agnieszki, która spała w 4-ro gwiazdkowym hotelu i obiecała rozeznać się w temacie wolnych miejsc. Paweł zadzwonił do żony, do Polski, która na necie szukała hotelu w Berlinie. Znalazły się 2 i do jednego z nich udaliśmy się, było około 21, ech... zamiast spać i regenerować się przed startem. Pogoda w Berlinie była paskudna, deszcz, deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, lipa na maxa. W niedzielę wstaliśmy około 6. Śniadanko, koksiki i do auta, zdobywać Berlin! Za Grunwald, za Westerplatte ;) Na dworze oczywiście padało, chociaż słowo padało, to delikatne określenie... Potruchtaliśmy około 2km i ubranie w peleryny przeciwdeszczowe, ja jeszcze w stare lycry i t-shirta, ustawiliśmy się w kolejce do boksu startowego "A". W boksie spotkaliśmy Przemka Giżyńskiego, który planował złamanie 2:30 i to mu się udało - gratulacje !!! Ja byłem umówiony z Jurkiem Skarżyńskim i Agą, że do 25km będę ją prowadził, planowaliśmy pobiec bardzo podobny wynik ~2:32. Chwila koncentracji i ruszyliśmy... na początku było tłoczno, pierwszy km 3'54, mijanka i wyprzedzanie, tak przez 2 km. Biegło się luźno i dobrze, ale było mi zimno. Cały czas lał deszcz, były kałuże, koleiny wypełnione wodą i wszyscy naokoło chlapali. Na około 3km dogoniłem Agę i zaczęliśmy z Krzyśkiem rozprowadzać jej bieg.
Pierwsza piątka - 18:17, kolejna - 18:18, czyli 10km zrobiliśmy w 36:27, całkiem planowo, szczególnie jak na te warunki. 10-15km - 18:10, czyli 15km zrobiliśmy w 54:37. Samopoczucie super, chociaż nogi z zimna miałem lekko pospinane i twarde. Ciekawe było to, że praktycznie nie piłem. Brałem po 1-2 łyki wody i trochę Vitargo z Agnieszki bidonu.
Do Berlina wyjechaliśmy w sobotę rano. Sylwuś, Piotrek z bratem Pawłem, Iwona i ja. Podróż przebiegała spokojnie, bezstresowo w sympatycznym nastroju. Żadnego stresu i spinania się, totalny luz. Kilka godzin po nas miał wystartować Krzysiek, z którym mieliśmy się spotkać na miejscu, w biurze zawodów. Dojechaliśmy na miejsce, odebraliśmy numery, pochodziliśmy po expo i czekaliśmy na Krzyśka, który stał w gigantycznym korku. Po 17 Krzychu dalej stał w korku, bez perspektywy szybkiego wyjścia a biuro było czynne do 18, więc poszedłem i pogadałem z obsługą, czy jest opcja odbioru numeru przeze mnie. Pan w biurze spisał mnie z "ID" i udało się odebrać pakiet za Krzyśka :) było przed 18, więc udaliśmy się do hotelu, oczywiście w korku, bo jakżeby inaczej. Krzychu czekał na nas przy hotelu, który był... zamknięty a na szybie wisiały jakieś kartki :) w języku niemieckim oczywiście. Na kartce był numer telefonu, więc Paweł zadzwonił i okazało się, że hotel został zamknięty przez policję... extra :) nie mieliśmy gdzie spać. Zadzwoniłem do Agnieszki, która spała w 4-ro gwiazdkowym hotelu i obiecała rozeznać się w temacie wolnych miejsc. Paweł zadzwonił do żony, do Polski, która na necie szukała hotelu w Berlinie. Znalazły się 2 i do jednego z nich udaliśmy się, było około 21, ech... zamiast spać i regenerować się przed startem. Pogoda w Berlinie była paskudna, deszcz, deszcz, deszcz i jeszcze raz deszcz, lipa na maxa. W niedzielę wstaliśmy około 6. Śniadanko, koksiki i do auta, zdobywać Berlin! Za Grunwald, za Westerplatte ;) Na dworze oczywiście padało, chociaż słowo padało, to delikatne określenie... Potruchtaliśmy około 2km i ubranie w peleryny przeciwdeszczowe, ja jeszcze w stare lycry i t-shirta, ustawiliśmy się w kolejce do boksu startowego "A". W boksie spotkaliśmy Przemka Giżyńskiego, który planował złamanie 2:30 i to mu się udało - gratulacje !!! Ja byłem umówiony z Jurkiem Skarżyńskim i Agą, że do 25km będę ją prowadził, planowaliśmy pobiec bardzo podobny wynik ~2:32. Chwila koncentracji i ruszyliśmy... na początku było tłoczno, pierwszy km 3'54, mijanka i wyprzedzanie, tak przez 2 km. Biegło się luźno i dobrze, ale było mi zimno. Cały czas lał deszcz, były kałuże, koleiny wypełnione wodą i wszyscy naokoło chlapali. Na około 3km dogoniłem Agę i zaczęliśmy z Krzyśkiem rozprowadzać jej bieg.
Pierwsza piątka - 18:17, kolejna - 18:18, czyli 10km zrobiliśmy w 36:27, całkiem planowo, szczególnie jak na te warunki. 10-15km - 18:10, czyli 15km zrobiliśmy w 54:37. Samopoczucie super, chociaż nogi z zimna miałem lekko pospinane i twarde. Ciekawe było to, że praktycznie nie piłem. Brałem po 1-2 łyki wody i trochę Vitargo z Agnieszki bidonu.
Na 20km zameldowaliśmy się po 1 godzinie i 12 minutach (5km - 18:20) a na połówce czas wynosił 1:16:57... czyli żeby poprawić PB, trzeba byłoby się spiąć. Na półmetku na środek ulicy wyskoczył Jurek i zaczął nas gorąco dopingować i robić zdjęcia. Ja lekko przyspieszyłem, ale prędkość 3'38-36 była w tym dniu optymalną.
Kolejną piątkę przebiegliśmy w 18:27, następną w 18:25, czyli 30km zrobiliśmy w 1:49:49, tempo lekko spadło, trzeba było więc przycisnąć. Z lewej strony biegła zawodniczka z Chorwacji z pacemakerem, więc zabrałem się z nią i lekko z Krzyśkiem podkręciliśmy tempo.
Krzysiek przyspieszył, więc w końcu zaczęło się lekko mocniejsze wybieganie :) 30-35km zrobiliśmy w 18:03 a następną piątkę w 18:06. Na 40km było więc 2:25:58, ale nie patrzyłem na zegarek, więc nie wiedziałem na ile lecę. Myślałem, że na mecie będę miał czas w okolicy 2:35... Przebiegając pod Bramą Branderburską wiedziałem, że jest jeszcze niedaleko, więc puściłem się ostrym finiszem, o dziwo nie było żadnych problemów. Żadnego skurczu, spadku mocy czy osłabienia, jedynie było zimno i mokro ;) Wbiegając na metę ścigałem się z zegarem, który zbliżał się do 2:34... ostatnie 2,195km zrobiłem w 7:50, czyli po 3'34/km. Czas netto, który uzyskałem to 2:33:48, brutto 2:34:02. Kilka sekund za mną wbiegł Krzysiek a minutę później Aga. Wszyscy oprócz mnie z nowymi PB. ech... Jakoś dotelepałem się po medal, zaczęła strasznie boleć mnie lewa pachwina a obsługa kilka razy chciała wysłać mnie do medyka, lecz się nie dałem :) Tak mnie bolało, że postanowiliśmy z Krzyśkiem wziąć rikszę i dojechać nią do samochodu :) Pani się nami zaopiekowała, przykryła kocykiem i tak dotarliśmy na parking. Najśmieszniejsze było to, że około 15 minut szukałem kasiory, i w pewnym momencie pani zapytała się, "czy jest możliwość, że dostanie zapłatę", więc poczęstowałem ją czekoladką i dalej szukałem. Znalazłem, zapłaciłem i podziękowałem za podwiezienie :) Przebraliśmy się i poszliśmy szukać reszty.
Paweł uzyskał czas 3:12:59, Piotr 3:41:14, Iwona 3:51:58 (ponad 12 minut trwało zanim Iwona dotarła do linii startu od momentu wystrzału startera), Sylwuś 4:41:46. Szczególnie dumny jestem z mojej małżonki, Iwona uzyskała piękny czas w debiucie, szczególnie w tak paskudnych warunkach pogodowych :)
Tutaj, można zapoznać się z filmikiem z trasy biegu :) na który serdecznie zapraszam.
Podsumowując... bieg był jak najbardziej ok, aktywny, mocny i co najważniejsze bez żadnego spadku energetycznego, skurczu czy ściany. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to był dobry bieg. Co dalej... nie chcę mówić, ale...
Paweł uzyskał czas 3:12:59, Piotr 3:41:14, Iwona 3:51:58 (ponad 12 minut trwało zanim Iwona dotarła do linii startu od momentu wystrzału startera), Sylwuś 4:41:46. Szczególnie dumny jestem z mojej małżonki, Iwona uzyskała piękny czas w debiucie, szczególnie w tak paskudnych warunkach pogodowych :)
Tutaj, można zapoznać się z filmikiem z trasy biegu :) na który serdecznie zapraszam.
Podsumowując... bieg był jak najbardziej ok, aktywny, mocny i co najważniejsze bez żadnego spadku energetycznego, skurczu czy ściany. Mogę z całą pewnością powiedzieć, że to był dobry bieg. Co dalej... nie chcę mówić, ale...
No Risk - No Fun... i do przodu!
środa, 22 września 2010
Jack Daniels na gorąco...
Kilka luźnych, krótkich przemyśleń, które przyszły mi do głowy po przeczytaniu Jacka Danielsa:
- trening hardcorovy (oczywiście maratoński, wersja elit)
- praktycznie nie do zrealizowania w naszych warunkach, przy trybie pracy, zimie, śniegu...
- jest wyzwaniem
- zupełnie inna szkoła biegowa
- podoba mi się i będę chciał co nieco od niego zaczerpnąć
Muszę jeszcze 2-3 razy przeczytać tą pozycję :)
- praktycznie nie do zrealizowania w naszych warunkach, przy trybie pracy, zimie, śniegu...
- jest wyzwaniem
- zupełnie inna szkoła biegowa
- podoba mi się i będę chciał co nieco od niego zaczerpnąć
Muszę jeszcze 2-3 razy przeczytać tą pozycję :)
poniedziałek, 20 września 2010
Bieg Wejhera... a miało być tak pięknie ;)
Kolejny start w Wejherowie za mną, miała być to dyszka biegana na maxa, i prawie była... ale prawie robi wielką różnicę.
W sobotę może nie było idealnych warunków do biegania, wiało straszliwie, ale w każdych warunkach należy umieć biegać. Po rozgrzewce z Binczusiem i Karolem Rzeszewiczem ustawiliśmy się na starcie. Było git, chociaż od rana nie czułem się za super, małe rozwolnienie i jakieś twarde nogi na rytmach, ale była grupa na 32' więc trzeba było się zabrać, szczególnie że bieganie samemu w takich wietrznych warunkach nie było dobrym pomysłem. Trasa wiodła po mieście - 4 okrążenia po 2,5km.
Ruszyliśmy... mocno.
W sobotę może nie było idealnych warunków do biegania, wiało straszliwie, ale w każdych warunkach należy umieć biegać. Po rozgrzewce z Binczusiem i Karolem Rzeszewiczem ustawiliśmy się na starcie. Było git, chociaż od rana nie czułem się za super, małe rozwolnienie i jakieś twarde nogi na rytmach, ale była grupa na 32' więc trzeba było się zabrać, szczególnie że bieganie samemu w takich wietrznych warunkach nie było dobrym pomysłem. Trasa wiodła po mieście - 4 okrążenia po 2,5km.
Ruszyliśmy... mocno.
Pierwszy km... 3'05... mocno, ale cóż, trzeba trzymać, chociaż od samego początku biegło się ciężko i jakoś dziwnie zaczęło mnie zatykać z lewej strony. Pierwsze 2,5km (okrążenie) zrobiłem w 8:02, czyli po 3'08/km... ale to nie było to. Coraz bardziej zaczęło mnie boleć z lewej strony, tak że miałem mocno skrócony oddech. Na pewno nie była to "energetyka" i musiałem odpuścić... zacząłem najzwyczajniej truchtać.
Drugie koło było znacznie wolniejsze bo w 8:35, czyli po 3'24/km. Międzyczas z 5km to 16:37, nie tak źle, ale wiedziałem że nie dam rady pójść tak mocno kolejnych dwóch okrążeń.
Pod koniec 3-go okrążenia doszła mnie Iwona Lewandowska i pomimo, ze pokonałem kolejne koło w 9:06... masakra (3'37/km) postanowiłem pociągnąć ją. W pewnej chwili myślałem, że zejdę, bo nie mogłem oddychać. Miałem tak skrócony oddech, że nie wiem, jak dobiegłem do końca i ostatnie koło zrobiliśmy w 8:33 (3'25/km).
Czas na mecie... 34:18... czyli o wiele wolniej, niż każda dyszka z półmaratonu, bieganego 2 tygodnie temu.
Najważniejsze po biegu było znalezienie odpowiedzi, co się stało, że się... Co jadłem, niby to samo, chociaż zmieniłem dżem, ale to mi jakoś nie grało. Podejrzany był serek homogenizowany, którego jakoś smak mi lekko podpadł... wróciłem do domu i okazało się, że serek, którym smarowałem kanapki skończył swoją przydatność do spożycia... 5 września a jego zapach pozostawia wiele do życzenia...
Najważniejsze po biegu było znalezienie odpowiedzi, co się stało, że się... Co jadłem, niby to samo, chociaż zmieniłem dżem, ale to mi jakoś nie grało. Podejrzany był serek homogenizowany, którego jakoś smak mi lekko podpadł... wróciłem do domu i okazało się, że serek, którym smarowałem kanapki skończył swoją przydatność do spożycia... 5 września a jego zapach pozostawia wiele do życzenia...
cóż... popełniłem szkolny błąd... ale zrobiłem mocny trening, zawierający elementy 9km biegu z kolką z mocną końcówką :) Niema tego złego, co by na dobre nie wyszło.
Za tydzień maraton... zobaczymy, co będzie. Jak się czuje. Nie wiem i nie mam pojęcia ile mogę polecieć. Plan jest ambitny, ale ja jak zawsze jestem bardzo ostrożny, szczególnie jeżeli chodzi o maraton, może jednak trzeba będzie zaryzykować... No Risk - No Fun :)
Za tydzień maraton... zobaczymy, co będzie. Jak się czuje. Nie wiem i nie mam pojęcia ile mogę polecieć. Plan jest ambitny, ale ja jak zawsze jestem bardzo ostrożny, szczególnie jeżeli chodzi o maraton, może jednak trzeba będzie zaryzykować... No Risk - No Fun :)
piątek, 17 września 2010
...kiedy powiem sobie dość...
...A ja wiem, że to już niedługo
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę...
[...]Czy warto było szaleć tak - przez całe życie?
Czy warto było starać się - jak ja?
... ale to, nie koniec, to dopiero początek...
Kiedy odejść zechcę stąd
Wtedy wiem, że oczy mi nie mrugną, nie
Odejdę cicho, bo tak chcę...
[...]Czy warto było szaleć tak - przez całe życie?
Czy warto było starać się - jak ja?
... ale to, nie koniec, to dopiero początek...
Moja żona nie jest specjalnie zadowolona z tego powodu, ale co ja mam powiedzieć... Wymarzone niebieskie Subaru Impreza WRX STI niestety musi poczekać, są inne priorytety w życiu ;)
...i jazda z tematem!!!
Dostałem prezent...

Wczoraj dostałem pewien prezent, a raczej 21 prezentów i każdy inny :)
środa, 15 września 2010
PostureCurve
Dzięki Sławkowi z portalu www.thestick.pl mogę testować kolejne urządzenie, wpływające na utrzymanie poprawnej postawy ciała a przede wszystkim pomagające zwalczyć ból pleców i dolegliwości spowodowane z rwą kulszową.
PostureCurve - bo o tym urządzeniu mowa, (http://www.posturecurve.com/)prezentuje się w następujący sposób:
PostureCurve - bo o tym urządzeniu mowa, (http://www.posturecurve.com/)prezentuje się w następujący sposób:
Pisząc ten tekst siedzę na krześle a za plecami mam PostureCurve i powiem, szczerze, że ciekawie prezentuje się to urządzonko, jeżeli będzie dawało takie efekty jak "stick", a myślę, że będzie to bankowo wpłynie na poprawę samopoczucia po 8 godzinach spędzonych w biurowym fotelu, czy 500km wydeptanych na ulicy.
Luzowanie...
Do startu w maratonie zostało niewiele czasu, więc trzeba zjechać z objętości i zacząć luzować i to na maxa. Robota została zrobiona i teraz nie ma co kombinować. Jako, że muszę zawsze wszystko przetestować na własnej skórze i dopiero później będę mógł stwierdzić, jak to wszystko działa, oto co wymyśliłem na ostatnie 2 tygodnie przed maratonem :)
11.09 Ostatni mocny bieg, BNP 32km... 2km po 4'30 + 10km po 4'22 + 10km + 3'52 + 6km po 3'48 + 2km po 3'37 + 2km po 4'45.
12. 15km spokojnego wybiegania po 5'20/km
13. WOLNE
14. 4,5km wybiegania + WT 2x400 (69", 71") + 2x500m (1:31, 1:29) + 2x200m (31", 29") + 1km roztruchtania
15. WOLNE
16. PUMA z biegiem Gdyni, czyli 5-6km tuptania :)
17. 8-10km + 5x20"/40"
18. START 10km
19. WOLNE (praca)
20. 8-10km + 10x15"/30"
21. WOLNE
22. 6-8km + 5x200m
23. PUMA z biegiem Gdyni,
24. ROZRUCH
25. WOLNE
26. START 42,195km
21. WOLNE
22. 6-8km + 5x200m
23. PUMA z biegiem Gdyni,
24. ROZRUCH
25. WOLNE
26. START 42,195km
Jak forma jest, to będzie i nie ucieknie, jak nie ma to cóż... :) życie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Kontakt
Twój osobisty trener...
Szukasz pomocy w sprawach treningu biegowego?
Nie wiesz, jak zacząć, jak poprawić swoje rekordy życiowe, każdy trening staje się monotonny, nudny a czasy w kolejnych zawodach nie poprawiają się?
Może jesteś początkującym biegaczem i nie wiesz od czego zacząć?
Dobrze trafiłeś!
Napisz do mnie
Nie wiesz, jak zacząć, jak poprawić swoje rekordy życiowe, każdy trening staje się monotonny, nudny a czasy w kolejnych zawodach nie poprawiają się?
Może jesteś początkującym biegaczem i nie wiesz od czego zacząć?
Dobrze trafiłeś!
Napisz do mnie
TEST BIEGOWY
Jeżeli nie wiesz jak trenować, natłok informacji o strefach HR, HRmax, HRR, VO2max itp powoduje u Ciebie ból i zawroty głowy a sport tester wciąż piszczy i świeci podając co chwilę sprzeczne informacje, pomyśl nad wykonaniem profesjonalnego TESTU BIEGOWEGO mającego na celu dokładne wyznaczenie "zakresów treningowych" w oparciu o pomiar zakwaszenia i tętna.
Jestem do dyspozycji i czekam na kontakt!
Jestem do dyspozycji i czekam na kontakt!
z nimi współpracuję...












