piątek, 17 czerwca 2011

postheadericon koniec leniuchowania, ruszamy z tematem...

Do końca tego tygodnia mam plan jeszcze poobijać się, chociaż już powoli mnie nosi. W tym tygodniu potruchtałem w poniedziałek, we wtorek pływałem, wczoraj w wodzie zrobiliśmy fajny trening, który niby krótki i delikatny, to nawet nawet pozwolił się zmęczyć. Na początek rozgrzewka 200m, następnie odcinki: 8 x 25m + 4 x 50m + 2 x 100m + 1 x 200m + 8 x 25m przyspieszenia i znów... 8 x 25m + 4 x 50m + 2 x 100m + 1 x 200m i na koniec 100m delikatnego rozpływania. Było fajnie i sympatycznie. Dziś nie robię nic :) ale od poniedziałku zabieram się ostro za siebie. Kalendarz startów zaplanowany, więc nie ma co się dalej obijać. 

24 czerwca wystartuję w zawodach... pływackich w Zatoce Gdańskiej, w Mili Nurkowej, czeka mnie mila morska w piance w płetwach w zimnej wodzie, fajnie, podoba mi się to :) 
17 lipca start na 10km w Wałczu
30 lipca półmaraton w Pucku
6 sierpnia może wystartuję w Biegu Św. Dominika 
4 września... Triathlon w Borównie, oczywiście na dystansie 1/2 IM, czyli powtórka z Susza, ale do tego startu chce się lepiej rowerowo poprawić, mam dobry zapas literatury, więc liczę na czas poniżej 3 godzin :) 
17 września 10km w Wejherowie?
9 października maraton w Eindhoven

W sierpniu planuję wyskoczyć do Szklarskiej na 12-14 dni i trochę pobiegać po górkach, oraz zrobić mocne pływanie, jako że będziemy stacjonować w Bornicie.

Nie ma lekko :) Trzeba brać się do roboty!

postheadericon GDYŃSKA MILA NURKOWA

...kolejny start już niedługo :)
środa, 15 czerwca 2011

postheadericon Herbalife Triathlon Susz 2011 „…mój pierwszy raz”

...a zaczęło się tak

Dawno, dawno temu. Gdzieś w okolicy czerwca 2010 pojechaliśmy z Iwoną do Susza, jako pomoc przy organizacji zawodów, których mózgiem był jest Piotr Netter, trener w naszym klubie UKS Tri-Saucony Rumia a prywatnie nasz dobry przyjaciel. To był mój pierwszy kontakt z triathlonem. Pomyślałem, że kiedyś trzeba będzie tego spróbować, ale jak ktoś by powiedział mi, że za rok stanę się triathlonistą, wyśmiałbym go.
... co działo się później, każdy doskonale wie. W końcu przyszedł ten dzień.

 (fot. Marek "Gulunek"Mróz)

W piątek, 10 czerwca zapakowaliśmy nasze białe WRC LPG i ruszyliśmy ku przeznaczeniu. Pojechaliśmy do Malborka, gdzie wypakowaliśmy sprzęt, zabraliśmy Teścia i obraliśmy kierunek Susz. Po odebraniu pakietów startowych, odwiedzeniu znajomych nastąpiła odprawa techniczna. 

 gdzie sędziowie i Piotr opowiadali co można a czego nie a także przedstawiali graficznie obraz całej trasy


Po odprawie, wróciliśmy do Malborka. Rano czekał mnie 113km wyścig, więc trzeba było zbierać siły i energię. 



Na miejsce przyjechaliśmy kilka minut po 8, więc na 3 godziny przed startem. Spokojnie można było się przebrać, skoncentrować, wprowadzić rower do boksu i przygotować wszystko w strefie startowej. Jako, że debiutowałem, to wziąłem ze sobą dużo niepotrzebnych rzeczy, które „na wszelki wypadek” mogły się przydać. Miałem ortalion, armwarmery, koszulkę kolarską, tonę żeli itp. oraz oczywiście kask, buty biegowe, kolarskie, kask i bidony z odżywkami. Kilka żeli przyczepiłem do ramy roweru a pozostałą część włożyłem w kieszenie koszulki rowerowej i do kasku. 


Odstawiłem bolid dostajni, dałem się pomalować harcerkom, które każdemu zawodnikowi wypisywały numer startowy na ramieniu oraz nodze i udałem się do samochodu, gdzie przy dobrej muzyce  (wiadomo jakiej...)  koncentrowałem się przed startem. 



Około 10 zabrałem piankę do pływania, czepek, okularki, krem do masażu i udałem się w okolice startu. Na około 30 minut przed startem nasmarowałem się kremem do masażu, lepszy poślizg przy zdejmowaniu pianki i z pomocą Iwony, naciągnąłem piankę na grzbiet i ruszyłem na krótkie rozpływanie. Woda była bardzo przyjemna i po kilku ruchach do kraula poczułem moc. Po krótkim rozpływaniu, wyszedłem z wody, stawiłem się na odprawie technicznej (liczeniu zawodników) ruszyłem linii startu. 



Jako, że w zawodach brało udział ponad 400 zawodników, ze względów bezpieczeństwa start zaplanowano z wody, a nie jak w ubiegłych latach z plaży. 


Kilka minut po 11 ruszyliśmy… Na starcie woda zagotowała się i przez pierwsze 200-300m płynęło się w wielkim ścisku. Co chwilę czułem że ktoś na mnie wpływa, ktoś mnie kopie, czy łapie za nogi, ciekawe doświadczenie. 

Rozluźniło się (teoretycznie) dopiero po przepłynięciu około 300m, ale przy boi nawrotowej sytuacja się powtórzyła, na kolejnej było to samo i na ostatniej również. Ogólnie mówiąc wielka, wodna bijatyka. Przez cały czas starałem się jednak płynąc długo i luźno, co o dziwo mi wychodziło i ani na chwilę nie musiałem się zatrzymywać czy przechodzić do klasyka. Oczywiście były delikatne problemy z nawigacją, ale płynąć w takiej grupie tragedii nie było. W głowie przez cały czas powtarzałem sobie co mam zrobić po wyjściu z wody. Jak ściągnąć piankę, jak założyć kask, buty, koszulkę itp. Po ominięciu ostatniej bojki obrałem kurs na plażę i z wody wypłynąłem a może raczej wybiegłem po 37 minutach i 58 sekundach, czyli o ponad 2 minuty lepiej niż zakładałem przed startem plasując się na 188 miejscu. Uważam, że to dobry wynik i jestem z niego usatysfakcjonowany.





T1… wybiegając z wody rozpiąłem piankę i dotarłem do boksu rowerowego. Szybko założyłem,
z resztą zupełnie niepotrzebnie koszulkę rowerową, kask, wciągnąłem żel, założyłem skarpetki i buty rowerowe i ruszyłem w trasę. 









Czekało mnie jedyne 90km rowerowania, co ciekawsze nigdy wcześniej tyle nie przejechałem, więc wyzwanie było tym większe. Jak policzyłem, to 500km do 90km ma się mniej więcej, jak 233km do maratonu... czyli bardzo skromnie. Rozpocząłem w miarę luźno, starałem się jechać w okolicy 30km/h, z wiatrem nawet wychodziło, pod wiatr było zdecydowanie gorzej, do tego doszły górki i fatalna nawierzchnia, chociaż słowo fatalna jest najbardziej delikatnym określeniem tej drogi. Mijało mnie coraz więcej kolarzy, jeden po drugim. Teraz myślę, że się obijałem, bo na rowerze wcale się nie zmęczyłem, jechało mi się cały czas bardzo swobodnie. Zapomniałem napisać, że po wyjściu z wody, zostawiłem chipa w piance, początkowo myślałem, że go utopiłem, ale profilaktycznie krzyknąłem Iwonie i sędziemu, żebym nie został przypadkiem nieklasyfikowany. 

Podczas jazdy miałem małą chwilę zdegustowania moim totalnym brakiem umiejętności kolarskich, jak minął mnie zawodnik w klapkach oraz kolejny na góralu… cóż, powiedziałem sobie, że odbije to na biegu i tak też zrobiłem. Po drodze oczywiście spożywałem żele i popijałem Vitargo, żeby w pewnym momencie przypadkiem nie odcięło mi przysłowiowego prądu. Czułem się dobrze, chociaż od wyjścia z wody walczyłem z silnym bólem brzucha, który skończył się …w niedzielę rano, po wypiciu prawie litra coli (od coli brzuch nie boli). Wracając jednak do roweru. Pierwsze okrążenie wyszło mi w 58:59, czyli teoretycznie była szansa na 3:00 ale całościowo wyszło około 3:12… cóż. Następnym razem będzie lepiej…Jako ciekawostkę podam, że najlepszy osiągnął średnią 40km/h... masakra!

T2… teraz należało tylko zejść z roweru i wbiec do strefy zmian. Tego lekko się obawiałem. Nie wiedziałem, jak zareagują moje nogi po 90km roweru, jeszcze przecież tyle nigdy nie przejechałem, ale ku mojemu zaskoczeniu, spokojnie zsiadłem i wbiegłem na pełnym gazie w butach kolarskich w strefę T2 mijając zawodników, którzy maszerowali ze swoimi bolidami. 
Szybko zdjąłem kask, ściągnąłem koszulkę kolarską, założyłem Kinvary, Garmina i ruszyłem na trasę półmaratonu od razu mijając kilkunastu zawodników. Biegło się rewelacyjnie. Starałem się nie szaleć, ponieważ nie wiedziałem, co będzie za godzinę a dodatkowo zrobiło się ciepło. Pierwszy km 3’30… więc zwolniłem i trzymałem około 3’48-50/km, czyli bez szaleństwa. 


Podobało mi się, że to teraz ja mijałem hurtowo zawodników, jeden po drugim, odbijając sobie niepowodzenie na rowerze. Pierwszą dychę zamknąłem po niecałych 39 minutach a linię mety po 1:23 uzyskując ostatecznie czas 5 godzin 17 minut 10 sekund. 




Zająłem ostatecznie 115 miejsce w klasyfikacji generalnej oraz 95 w klasyfikacji Mistrzostw Polski. Zostałem triathlonistą, pół ironmanem. Padłem chwilę po tym na trawę i leżałem kilka minut rozmyślając, czy to jest normalne i zdrowe. 
 Z Piotrem Netterem
 "...czy ja jestem normalny?"




...niedosyt?

Czy jestem zadowolony z wyniku? Nie podchodzę do tego w taki sposób. Jestem zadowolony, że praktycznie bezboleśnie i bez żadnego kryzysu ukończyłem te zawody. Mogę chodzić, biegać, skakać. W poniedziałek potruchtałem, wczoraj spokojnie zrobiłem trening w wodzie a dziś idę na wybieganie. Gorzej czułem się po maratonie. Jestem zadowolony, że bazując na treningu biegowym i jako tako przepracowanej zimie oraz ponownej nauce pływania i rekreacji rowerowej, bo to co robiłem na dwóch kółkach tak można określić, zostałem triathlonistą, szczerze mówiąc całkiem z przypadku. To był dobry wybór i dobra decyzja. Załapałem bakcyla triathlonowego i myślę, że we wrześniu
w Borównie po raz kolejny podejmę rękawicę. Na pytanie, czy kiedyś spróbuję pełnego IM odpowiadam zdecydowanie… TAK… Nie widzę innej opcji i innej kolei rzeczy. To chyba tak normalne, jak dla półmaratończyka start w maratonie… 


Z tego miejsca chciałem serdecznie podziękować wszystkim tym, którzy wspierali mnie podczas przygotowań. Szczególnie mojej żonie, Iwonie, która pomimo tego, że nie była zwolenniczką treningów tri wspierała mnie każdego dnia i dzielnie znosiła moje humory. Wielkie podziękowania należą się także Piotrowi Netterowi, dzięki któremu przygotowałem się do startu w triathlonie i dzięki któremu poczułem, że triathlon jest fajny. Dziękuję również Sylwkowi Borkowskiemu i jego synowi - Michałowi, bez których pomocy nie zrealizowałbym treningu a także pewnie nie raz zrezygnował z przygotowań. Cenna porada i dobre słowo często powodowały, że nie poddawałem się i dalej realizowałem dążenie do celu, który między innymi dzięki ich pomocy udało mi się zrealizować.
Tytanowy Sylwester i Stalowy Suchy
…walka trwa!

W niedzielę wróciliśmy do Susza i kibicowaliśmy naszym młodym harpaganom, którzy ścigali się na dystansie super sprintu i sprintu. To jest dopiero jazda na maxa, bez trzymanki. Wszystko w pełnym gazie, na beztlenie ;) Naprawdę robi wrażenie.

Cała impreza przebiegała w bardzo sympatycznym i klimatycznym tonie. To było właśnie TO COŚ i powiem szczerze, że zawody triathlonowe różnią się zupełnie od biegów ulicznych. Tu jest inny klimat, inny charakter inne nastawienie ludzi. Jest pozytywniej i czuć super atmosferę. Naprawdę warto spróbować triathlonu, to inny świat i inne życie. Szczególnie długi dystans :) 

Dziękuję wszystkim tym, którzy mnie do tego namówili a ten wyścig w szczególności dedykuje moim Rodzicom. 

„Ludzie niekiedy szydzą z trenujących codziennie, twierdząc, że niektórzy są gotowi zrobić wszystko, byle tylko przedłużyć sobie życie. Moim zdaniem część z nas biega wcale nie dlatego, że chce żyć dłużej, ale dlatego, żeby przeżyć życie najpełniej. Jeśli mamy przed sobą długie lata, znacznie lepiej jest przeżyć je z jasno wytyczonymi celami i najpełniej jak można, a nie we mgle.”



piątek, 10 czerwca 2011

postheadericon 3, 2, 1...

Już jutro o 11:00 stanę na starcie największej w Polsce imprezy triathlonowej, do której trenowałem...? Myślę, że to słowo nie jest najodpowiedniejszym, lepiej będzie jak powiem, przygotowywałem się, gdyż trening to za duże i za bardzo zaawansowane słowo. Przygotowywałem się głównie pod względem wodnym ;) czyli pływackim. tu mogę powiedzieć, że liznąłem maleńką część treningu i ku mojemu zaskoczeniu załapałem w końcu technikę, jak na ten etap oczywiście i coś w końcu zaczęło trybić. To cieszy :) Zajęcia - treningi :) :) :) na pływalni więc mogę zaliczyć do udanych. Generalnie na tym etapie kładliśmy nacisk na technikę i doskonalenie stylu, reszta, czyli praca nad wytrzymałością i szybkością była radykalnie ograniczona, ale nie jest źle. Po prawie 2km różnych ćwiczeń, na zmęczeniu 25m popłynąłem ze startu ze ściany poniżej 18" więc jak na mnie to dobrze. Mogę więc powiedzieć, że pływania nie obawiam się. 1.9km to dużo oczywiście i wiem, że poczuje to solidnie w mięśniach, co jakiś czas pewnie będę musiał delikatnie odpoczywać w klasyku ;) no ale cóż... Susz traktuję jako naukę i zapoznanie się z dystansem.
Po pływaniu będzie chyba najśmieszniejsza część, czyli "T1" - strefa zmian... trzeba będzie wyjść z wody, co nie jest łatwe, błędnik wariuje... trzeba jakoś ściągnąć piankę, wytrzeć stopy? nałożyć skarpetki (myślę o CEP'ach - ale to mi zajmie pół minuty najmniej...) nałożyć koszulkę rowerową, chyba jeszcze armwarmery bo ma być chłodno, założyć kask, okularki, powpychać żele do koszulki, założyć buty rowerowe i wybiec z boksu z rowerem... Rower to wg mnie największy problem, mam mało km wykręconych a tu jest jak z maratonem.... Od początku maja, kiedy wsiadłem na Treka wykręciłem jakieś 500km a to mało... Czeka mnie 90km jazdy i chciałbym to przetrwać jak najmniej boleśnie, żeby móc w jednym kawałku wejść do "T2" czyli znów... zejście z roweru, wbiegnięcie do strefy, zaparkowanie bolidu, zdjęcie kasku, ściągniecie koszulki rowerowej, zmiana butów na Kinvary i dzida na 21,1km biegu... czyli luźna połówka na koniec, kiedy nogi nie działają jak trzeba lub w ogóle nie działają a organizm ma dość całego świata... rewelacja :) jednak jest coś optymistycznego, podczas kilku zakładek, których i tak było zdecydowanie za mało, na biegu czułem się fajnie, było to fajne napięcie mięśniowe, które zawsze czuję po porządnej sile :) Wielkim znakiem zapytania będzie odpowiedź organizmu na tak długo wysiłek, który będzie trwał około 5 godzin... nie robiłem takich treningów, co było błędem, ale nie było czasu na takie trenowanie, przepraszam, nie trenowanie ale przygotowywanie się ;) Kluczowa będzie w tym wypadku energetyka. Bez uzupełniania paliwa daleko się nie pociągnie. Od wtorku koksuje się ;) magnezem, witaminą C, Vitargo i co chwilę latam do kibelka. Taki system sprawdza się w przygotowaniu do maratonu, na którym bazuję, ale suplementacja w czasie tri to inna bajka. Po wyjściu z wody będę musiał od razu wciągnąć żel, następnie czeka mnie dokarmianie co około 45', jednak to będę robił na wyczucie i możliwe, że żele będę spożywał nawet co godzinę, zobaczymy. Na pewno na około 5km do końca rowerowania będę musiał wziąć żel, żeby mieć paliwo na mocny start w biegu ;) Mam nadzieję, że nie otworzę tego, jak na pierwszej zakładce... Na trasę biegu, biorę standardowo jeden żel, który wezmę, jeżeli będę miał siłę patrzeć na niego... na około 15km, tak robiłem na półmaratonie, ale tu zobaczymy, jak będę się czuł... możliwe więc, że będzie trzeba się doładować wcześniej... Cóż... porywam się na gruby temat, ale ja tak chyba mam, że lubię wyzwania, szczególnie te hard corove. Mam nadzieję, że dotrę do mety w jednym kawałku a satysfakcja z pokonania dystansu będzie ogromna :) Nie nastawiam się na żaden wynik. Kiedyś myślałem o rozmienieniu 5 godzin i wiem, że gdybym pojeździł 3 miesiące na rowerze, to spokojnie zrobiłbym tyle, ale tu cel jest inny... TRI 4 Fun i do przodu!!!
Trzymajcie kciuki!

 'Lo, there do I see my father. 'Lo, there do I see...
  My mother, and my sisters, and my brothers.
'Lo, there do I see...
  The line of my people...
  Back to the beginning.
  'Lo, they do call to me.
  They bid me take my place among them.
  Iin the halls of Valhalla...
  Where the brave...
  May live...
  ...forever.
sobota, 4 czerwca 2011

postheadericon Bieganie z Polsat news - SOPOT 6 czerwca 2011r.

Kolejna akcja promująca bieganie za nami, tym razem w sobotni poranek miałem dzięki zaproszeniu Piotrka Bętkowskiego z Maratonów Polskich, mogłem na antenie POLSAT News powiedzieć kilka słów na temat biegania a dokładniej na temat kontuzji, które niestety są utrapieniem biegaczy.
Razem z Piotrem Galusem, który prowadził audycję spotkaliśmy się kilka minut po 7 rano i o 7:50 mieliśmy pierwsze wejście na żywo na antenie POLSAT News. Kilka minut, kilka zdań i audycja poszła w świat... O godzinie 9:50 mieliśmy kolejne wejście na antenę, tym razem wraz z grupka biegaczy, którzy stawili się na plaży w Sopocie i wraz z nami ćwiczyli, powodując poruszenie wśród plażowiczów.














To był bardzo sympatyczny dzionek, tym bardziej, że była to kolejna promocja biegania, które jak widać staje się naprawdę coraz bardziej popularne wśród naszego społeczeństwa i coraz więcej osób sięga ku biegowe buty a widok biegacza w leginsach biegnącego w środku miasta nie robi wrażenia.

Run 4 Fun i do przodu!!!!!

Mój profil na FACEBOOKU

Twój osobisty trener...

Szukasz pomocy w sprawach treningu biegowego?
Nie wiesz, jak zacząć, jak poprawić swoje rekordy życiowe, każdy trening staje się monotonny, nudny a czasy w kolejnych zawodach nie poprawiają się?

Może jesteś początkującym biegaczem i nie wiesz od czego zacząć?

Dobrze trafiłeś!
Napisz do mnie

TEST BIEGOWY

Jeżeli nie wiesz jak trenować, natłok informacji o strefach HR, HRmax, HRR, VO2max itp powoduje u Ciebie ból i zawroty głowy a sport tester wciąż piszczy i świeci podając co chwilę sprzeczne informacje, pomyśl nad wykonaniem profesjonalnego TESTU BIEGOWEGO mającego na celu dokładne wyznaczenie "zakresów treningowych" w oparciu o pomiar zakwaszenia i tętna.

Jestem do dyspozycji i czekam na kontakt!
z nimi współpracuję...