sobota, 27 listopada 2010

postheadericon Wałbrzych (Waldenburg, Walmbrig, Walmbrich, Valdenburk)

Wracając ze Szklarskiej Poręby, z konferencji PSB zahaczyłem o Wałbrzych. Miasto, w którym byłem raz w życiu, za czasów BnO (czerwiec 1999 rok - Mistrzostwa Polski Indywidualne  w Biegu na Orientację i MP w Sztafetowym BnO, mapa Boguszów Gorce). W Wałbrzychu mieszka moja rodzina, więc w końcu udało mi się ich odwiedzić. Przyjechał po mnie Daniel z Anką i pojechaliśmy do miasta biedaszybów, które nie wiem czemu, ale... strasznie mnie urzekło i pomimo swojej szarości i biedy bardzo mi się spodobało.
Ponad 800 litrowe akwarium w domu robiło niesamowite wrażenie.
 taki widok, miałem rano, jak wstałem - relaks, odpoczynek, cisza i spokój :)
 hala LA z bieżnia tartanową
 w takim domku mieszka Daniel z rodzinką
 ...a tak prezentują się jego "Grindersy"
 staw na dworze z rybkami
jeszcze jedno ujęcie
 ...hmmm... centrum miasta
stary, niszczejący, poniemiecki  stadion "Górnika Wałbrzych"
 naprawdę robi wrażenie, szkoda że jest zaniedbany, bo można by było robić tu naprawdę wielkie eventy sportowe

Niedaleko stadionu znajduje się olbrzymi Park Miejski im. Jana III Sobieskiego i Góra Parkowa. Jest to idealne miejsce do treningów, zarówno biegowych jak i Nordic walking czy MTB. Sporo przewyższeń, alejki, ścieżki a wszystko prawie w centrum miasta. Jeżeli ktoś wpadłby na genialny pomysł przerobienia stadionu na stadion LA, to mogę się założyć, że Wałbrzych stałby się kolejna mekką lekkoatletów, bo cóż więcej potrzeba: kryta hala z tartanem jest, piękny park jest i stadion... a na dodatek do Szklarskiej jest tylko 80km...
Reasumując, Wałbrzych spodobał mi się zarówno pod względem sportowym, jak i typowego górniczego miasta. Istnieją tu wręcz niewyobrażalne możliwości inwestycyjne, nieczynne kopalnie, dużo opuszczonych i zaniedbanych budynków, stadion...
Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości uda mi się jeszcze wyskoczyć do rodzinki w Wałbrzychu i będę miał okazję jeszcze lepiej poznać miasto i okolice.

 PS. Gorące pozdrowienia i podziękowania za wspaniałą gościnę dla rodzinki z wałbrzyskiego landu :)
środa, 24 listopada 2010

postheadericon Vienna City Marathon

"Słowo się rzekło, kości zostały rzucone".. w kwietniu wystartujemy we Wiedniu, ja w maratonie, Iwona w półmaratonie, więc trzeba się zabrać z kopyta za porządny trening, ale jednak nie jest aż tak źle. Prędkości z treningu na trening wracają, HR spada, więc... 
...jazda, jazda, jazda!
poniedziałek, 22 listopada 2010

postheadericon Szklarska jesienią

W dniach 18 - 21.11 zostałem oddelegowany z pracy do Piechowic k. Szklarskiej Poręby, na delegacje Polskiego Stowarzyszenia Biegów. Z Gdyni, wraz z kolega z MOSiR Gdańsk, (jak niektórzy złośliwi mówią, z "konkurencyjnej firmy" ) wyjechaliśmy sypialnym parę minut po 22 giej i następnego dnia, po 9 wysiedliśmy w Jeleniej Górze.
Przesiadka na szynobus do Szklarskiej...
...i po kilkunastu minutach wysiedliśmy w Piechowicach
taxi i po chwili zameldowaliśmy się na miejscu konferencji, czyli w Hotelu Las" w Piechowicach.
korzystając z okazji, że zostało sporo czasu do pierwszych wykładów, założyłem buty i prawie wyleciałem do lasu, tak mnie niosło, że aż sam się sobie dziwiłem. Nie miałem koncepcji, gdzie biec i ile km, więc biegłem prosto przed siebie, jakąś drogą, która cały czas pięła się pod górę i po jakimś czasie wybiegłem na doskonale znane "Regle" w okolicy "czwórki".
Po drodze wymyśliłem, że dobiegnę do Jagniątkowa i następnie żółtym szlakiem w okolice Michałowic i przeskoczę na dół do Hotelu, mniej więcej wiedziałem, gdzie biec.
Wszystko byłoby proste, nawet za proste... Jagniątków znalazłem, szlak też, ale na długim i ostrym podbiegu na przeciw mnie wybiegła horda psów, ja to mam szczęście i musiałem się dyplomatycznie wycofać. Problem polegał na tym, że odcięły mi kompletnie przebieg przez szlak i musiałem coś naprędce wykombinować. Cóż, dobiegłęm do ulicy. bodajże nazywała się Michałowicka, więc musiała prowadzić do Michałowic, więc nią pobiegłem. Po kilku km wiedziałem, gdzie jestem i przez wbieg na Grzybowiec znalazłem szlak i dobiegłem nim do Michałowic.
Cały trening zajął mi 16,7km a średnia prędkość wyszła... 5'32/km :)
Było naprawdę super. Po treningu szybki prysznic i na wykłady.

Kolejnego dnia, w piątek po śniadaniu i prezentacjach kilku "grubasów" biegowych min. Maratonu Praskiego i występu Michała Walczewskiego z Maratonów Polskich
zamiast ścigać się w biegu pod górkę i z górki na dystansie ~2km postanowiliśmy z Benkiem wyskoczyć w Karkonosze. Pierwszy raz od nie pamiętam ilu lat, chyba z 20, jechałem autostopem :) Złapaliśmy stopa prawie spod hotelu i dojechaliśmy do samej Szklarskiej. Centrum - Regle i w górę. Oczywiście wbiegliśmy nie w tą drogę, co trzeba i w pewnym momencie droga najnormalniej na świecie się skończyła. Krótka decyzja... dajemy prosto przez las, aż dojdziemy do szlaku (niebieskiego) i nim wdrapiemy się na górę, na Łabski Szczyt. Udało się.
Było rewelacyjnie. Spokój, cisza, niepowtarzalny klimat. Na szlaku spotkaliśmy kilka osób. Pogoda fantastyczna do biegania. Kilka stopni, zero wiatru, pochmurno. Na choinkach szron, widok niesamowity.
Na podbiegu pod Łabski HR weszło mi nawet na 194, więc organizm dostał trochę w tyłek, ale było warto. Z łabskiego wbiegliśmy na Szrenicę, do schroniska. Tam jadłem najlepsze na świecie naleśniki z serem, jagodami i ze śmietaną, nie pamiętam, żeby kiedykolwiek tak mi smakowały. Do tego kubek rozgrzewańca ;)
Po obiadku postanowiliśmy ewakuować się w dół... ale po co szlakiem, jak można zobaczyć, jak zbiega (schodzi się) wyciągiem... jeszcze do dziś czuję czwórki...

Zbiegliśmy do stacji pośredniej i następnie na Regle, dalej przed Trzema Jaworami w lewo w dół i do hotelu, gdzie mogliśmy z czystym sumieniem skorzystać z jakuzzi i sauenki. tego było trzeba. Cały trening wyniósł 23,2km.
 
Po treningu i odnowie uroczysta kolacja :) Oj działo się... rozmowy w kuluarach o interesach :)
W sobotę za to miała miejsce ceremonia rozdania nagród za najlepiej zorganizowane imprezy biegowe w 2010 roku i muszę się nieskromnie pochwalić, że nasze gdyńskie biegi: Urodzinowy, Europejski i Nocny Świętojański zdobyły wyróżnienia :)
...ale to nie koniec :) Po konferencji zostałem ugoszczony u mojego kuzyna i jego rodzinki w Wałbrzychu :)
...cdn...
środa, 17 listopada 2010

postheadericon Konferencja szkoleniowa organizatorów imprez biegowych w Polsce

Dziś wieczorem wyjeżdżam, z reszta jak co roku na Konferencję Szkoleniową Organizatorów Imprez Biegowych w Polsce, organizowaną przez Polskie Stowarzyszenie Biegów. Konferencja tym razem odbędzie się w Hotelu Las w Piechowicach k. Szklarskiej Poręby. Poprzednio organizowana była min. w Wałczu, Spale, Bydgoszczy czy Jarosławcu.
Zapowiada się ciekawy wyjazd. Mam nadzieję, że uda mi się w wolnej chwili czasu wyskoczyć na pływalnię, lub chwilkę potruchtać po górkach. Wczoraj zrobiłem spokojne wybieganie 12km i powiem, że szybko wracam do "normy" :) Normalne prędkości i normalne wartości HR. 
sobota, 13 listopada 2010

postheadericon Maraton na wiosnę..............................

Ostatecznie wystartuje na wiosnę w maratonie, takie mam plany :) Myślałem pierwotnie o Wiedniu, ale na dzień dzisiejszy w grę wchodzą dwa inne biegi...


...
w przyszłym tygodniu podejmę decyzję :) 

postheadericon BnO

Dziś postanowiłem pobiegać trochę z mapą. Znalazłem stara mapkę "Zamkowa Góra" z trasą, która biegałem 22. czerwca 1996 na Sztafetowych Mistrzostwach Makroregionu w Biegu na Orientację. Wg opisu długość trasy 5450m, 11 punktów kontrolnych do zaliczenia, więc akurat. W czerwcu 96' zajęło mi to 68' i 14" ale było sporo błędów technicznych, ba sporo to mało powiedziane... Byłem ciekaw, jak teraz mi pójdzie. Obawiałem się zmiany kolorów na mapie, przez 14 lat sporo mogło się tam pozmieniać, więc nastawiłem się na zmianę żółtego koloru na zielony oraz na lekko zmodyfikowaną drożnię. Kolejnym "problemem" był brak kompasu, który gdzieś posiałem :( 
Rozpocząłem spokojnie, chociaż od razu na podbiegu poczułem, że dużo brakuje do formy z wczesnej wiosny, więc spokojnie tuptałem i starałem się skoncentrować, by nie zrobić błędów. Pierwszy punkt znalazłem spokojnie. Z drugim było już trochę gorzej. Zbiegłem w dół, droga i odbicie w lewo przez podmokły teren i rzeczkę... było naprawdę mokro i bagniście. Dalej droga w górę, która również była mokra. Kolor na mapie nie oddawał już rzeczywistości i miałem trochę problemów by przedrzeć się przez krzaki, na dodatek lekko zniosło mnie w prawo, wszedłem nie na ten nosek, co trzeba, ale w końcu trafiłem. Punkt numer 3, dłuższy przebieg, ale stosunkowo łatwy. Przedarłem się przez zielone, złapałem drogę i jazda, jednak źle obrałem punkt ataku i zniosło mnie kilkadziesiąt metrów w lewo. Czwórka OK, szybko z lekkim wahnięciem spowodowanym walką z krzakami. Piątka przeszła również bez problemów, trochę było mokro na końcu ścieżki i do pokonania była spora góra, ale bez problemów trafiłem na kamień. Szóstka luzik, ale w drodze na siódemkę musiałem skakać po kępkach traw i uważać, żeby nie zapaść się a w jakąś wodę, której pełno było wszędzie. Biegłem zupełnie inaczej, niż w 96 roku. Wtedy odbiłem od razu w prawo, szczytem i dróżką, teraz poszedłem w lewo ścieżką z ciekiem wodnym. Samo wejście na punkt spokojne. Ósemka bez problemów. Ze zlokalizowaniem dziewiątki miałem lekki problem, sporo chaszczy, krzaków i wody, ale ostatecznie znalazłem właściwą muldę i tu się zdekoncentrowałem. Wiedziałem, że do mety zostały 2 punkty i źle odbiegłem. Poszedłem za bardzo w dół i musiałem się wracać około 220 metrów. Samo wejście na 10 i 11pk. bez problemów. Udało się spokojnie pokonać całą trasę, która wg Garmina wyniosła 7,72km.
Teraz, co najśmieszniejsze. cała trasa zajęła mi 51 minut, nie spinając się, biegnąc spokojnie, na luzie, bez kompasu. W 1996 roku czas był 1:08'14... na zawodach... Na odwrocie mapy znalazłem międzyczasy i porównałem je z dzisiejszymi...
1. 3'53 >>> 4'25
2. 3'29 >>> 5'31
3. 13'52 >>> 10'17
4. 14'03 >>> 2'38
5. 4'32 >>> 4'32
6. 6'18 >>> 3'53
7. 8'54 >>> 6'24
8. 2'36 >>> 2'35
9. 6'24 >>> 6'26
10. 3'12 >>> 3'23
11. 0'37 >>> 0'25
M. 0'19 >>> 0'26

...jaki z tego morał, "gdy się człowiek spieszy, to się diabeł cieszy" ;) ale na poważnie, koncentracja, spokój i opanowanie = droga do sukcesu. 

Mój profil na FACEBOOKU

Twój osobisty trener...

Szukasz pomocy w sprawach treningu biegowego?
Nie wiesz, jak zacząć, jak poprawić swoje rekordy życiowe, każdy trening staje się monotonny, nudny a czasy w kolejnych zawodach nie poprawiają się?

Może jesteś początkującym biegaczem i nie wiesz od czego zacząć?

Dobrze trafiłeś!
Napisz do mnie

TEST BIEGOWY

Jeżeli nie wiesz jak trenować, natłok informacji o strefach HR, HRmax, HRR, VO2max itp powoduje u Ciebie ból i zawroty głowy a sport tester wciąż piszczy i świeci podając co chwilę sprzeczne informacje, pomyśl nad wykonaniem profesjonalnego TESTU BIEGOWEGO mającego na celu dokładne wyznaczenie "zakresów treningowych" w oparciu o pomiar zakwaszenia i tętna.

Jestem do dyspozycji i czekam na kontakt!
z nimi współpracuję...